Świadectwa

Nadszedł czas na dawanie świadectw.
Każdy z Nas ma swoją drogę, którą przeszedł aby dojść do Boga. Często są to drogi jak psalmowe- ciemne doliny. Groźne, bez widocznego końca i bez pomocy. Jednak nie jesteśmy nigdy sami, tylko że to uświadamiamy sobie dużo później.
Nasze- homoseksualne ciemne doliny nie są wyjątkowe,  ale mają  za to szczególne zabarwienie. Chcemy czy nie - łączy nas nasza orientacja  seksualna a świadectwa służą temu aby ludzi wzmacniać w ich drodze do Boga i do życia pełnią szczęścia.

Świadectwo Mikołaja

opublikowane: 17 sty 2013, 11:35 przez Wiara i Tęcza

Postanowiłem napisać świadectwo po słowach kolegi (Michała optymisty), które spowodowały  w jakimś stopniu natchnienie. " Będzie nam miło Cię mieć w swoich szeregach ". 
Nigdy wcześniej nie pisałem czegoś takiego, dlatego nie bardzo wiem od czego zacząć, ale spróbuję zacząć od początku.
Mam jeszcze na imię Ada metrykalnie, a nie metrykalnie nazywam się Mikołaj. Mam prawie 20 lat i mieszkam w niewielkiej miejscowości opodal Krakowa. I tak, jestem wierzącą osobą. Jestem również osobą transseksualną w trakcie leczenia.
Moje początki były niezbyt miłe. Wszystko zaczęło się od tego iż w podstawówce zaczęła pociągać mnie moja wychowawczyni, z początku wydawało mi się to normalne i wszystko było dobrze, bo nie zawracałem sobie tym głowy. Ciągłe sny,a w nich ja z wychowawczynią bierzemy ślub, ale ja w smokingu i jako mężczyzna, ale nigdy się do tego nikomu nie przyznawałem. 
W gimnazjum poznałem swoją pierwszą dziewczynę, w której się naprawdę zakochałem,ale w związku zawsze byłem mężczyzną, ale niedługo po naszym rocznym byciu razem ona zerwała ze mną dlatego że powiedziała, że nie chce być "lesbijką", a ja nigdy się tak nie czułem. Zawsze czułem się normalnie. W tych okresach Bóg był dla mnie ważny, ale nigdy go nie czułem, ani nie potrzebowałem. Próbowałem być dziewczynką, dla rodziców żeby ich nie zawieść, ale nie potrafiłem. Czułem się nie sobą i wtedy zacząłem się modlić.
Schody zaczęły się z 2LO. W wakacje poznałem kobietę.. kobietę moich marzeń. Po prostu dzięki niej, nie odbierałem miłości jako sex czy pożądanie, tylko nasz związek opierał się na wzajemnej miłości i wierze w Boga. Ona mnie nawróciła. Dzięki niej i naszym modlitwom zdecydowałem się być trans. Nigdy wcześniej nie myślałem być tak uduchowiony czy wierzący, bo Boga traktowałem jak dobro konieczne, ale zawsze miałem jakieś wątpliwości co do niego. Zacząłem się więcej modlić i czytać. Miałem okresy, że odpychałem dobro dlatego iż bałem się tego, że Bóg mnie potępi czy rodzina nie zaakceptuje. Kiedy dojrzałem w wierze, zaakceptowałem to jaki jestem, moja w tym momencie była dziewczyna zawsze powtarzała mi " Bóg Cię kocha mimo tego jaki jesteś i chce Twojego szczęścia, dlatego nie odpychaj go" I tego nie robiłem. Kiedy wyjechałem na studia, zacząłem chodzić do kościoła i inaczej spoglądać na świat, modliłem się nawet kiedy jechałem tramwajem na uczelnie, a kiedy się pomodliłem zawsze ogarniał mnie taki spokój ducha i chęć do życia mimo tego, że ciężko było mi się podnieść po rozstaniu z tą dziewczyną. W tą niedziele przyznam szczerze, że nie chciało mi się iść do kościoła, ale w ostatniej chwili wysiadłem z tramwaju i poszedłem. Gdybym nie poszedł to naprawdę bym żałował, bo Ojciec powiedział takie słowa na kazaniu " Nie bój się być sobą, nie przejmuj się ludźmi, pozwól się im do Ciebie przyzwyczaić. Nie obawiaj się niczego." i poczułem wtedy jakby te słowa były konkretnie do mnie i teraz wiem i czuję, że wszystko mi się uda,bo Bóg nas kocha i chce byśmy byli szczęśliwi. Teraz naprawdę czuję, że ktoś jest przy mnie i się o mnie troszczy. Czuję jego obecność. 
Chciałbym również podziękować ludziom z WiT którzy otworzyli mi oczy i pozwolili dostrzec piękno wiary oraz akceptacje, której w tym świecie jest teraz niewiele.
Pozdrawiam Mikołaj

Świadectwo Michała optymisty

opublikowane: 11 sty 2013, 14:28 przez Wiara i Tęcza

Bardziej optymistycznie

Mam 6 lat i moją pierwszą dziewczynę. Wysoka, piękna, niebieskooka blondynka. Bawimy się
u niej w domu, mieszka niedaleko, bo naprzeciwko mojej szeregówki. Wszystko byłoby pięknie,
idealnie, gdyby nie fakt, że oboje z wypiekami na twarzy bawimy się lalkami, w dom. Potem
wychodzimy na pole (czy na dwór, nieważne, nie kłóćmy się) i razem z jej koleżankami gramy w gumę
i skaczemy na skakance, podczas gdy inni chłopcy ostro grają w ‘gałę’.

Tak było odkąd pamiętam. Przez całą podstawówkę, gimnazjum, byłem otoczony przez wianuszek
dziewczyn, tyle że wszystkie z nich były moimi koleżankami, z czasem przyjaciółkami. Przezwiska
typu ‘baba’ były na porządku dziennym, ale to nie o tym. Fakt, że jestem homoseksualny zacząłem
odkrywać dość wcześnie, bo w okolicach 5 klasy szkoły podstawowej. Zafascynował mnie mój kolega.
Nie przejąłem się tym wtedy, nie poświęcałem tej myśli uwagi, po prostu mi się podobał i tyle. W
gimnazjum doszedł autoerotyzm i wtedy zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że coś jest ‘nie tak’.
W końcu wiedziałem: jestem gejem i społecznie nie jest to dobrze widziane. Zacząłem modlić się do
Boga bezpośrednio prosząc o to, by wziął ‘to’ ode mnie, by sprawił bym był normalny. Bóg zdawał się
być niewzruszony na te prośby. Już wtedy pomyślałem: skoro tak jest, skoro proszę cię najsilniej jak
mogę, a nadal ‘to’ mam, oznacza to, że takiego mnie właśnie stworzyłeś i takiego mnie kochasz.

Wtedy przyszło liceum i związane z tym faktem nadzieje: tam na pewno poznam mojego pierwszego
chłopaka! Owszem, tak się zdarzyło, chłopak był, ale spoza liceum, poznany na portalu. Wtedy też
nadarzyła się okazja, by powiedzieć o sobie mamie. Powiedziałem. Nie była zachwycona, była wręcz
zrozpaczona. Po paru miesiącach różnych dyskusji, działań, mama postanowiła nie rozmawiać o tym
ze mną, nie chciała bym o tym wspominał. Lecz mimo wszystko zawsze podkreślała to, że bardzo
mnie kocha, przecież nie mogło być inaczej, jestem jej synem.

Los, Bóg, życie, czy cokolwiek innego sprawiło, że trafiłem w swoim krótkim dotychczas życiu na
wspaniałych ludzi. Coraz więcej przyjaciół dowiadywało się o mnie. I za każdym razem czułem
się jeszcze bardziej podniesiony na duchu niż wcześniej. Każdy z nich zaakceptował mnie, każdy
z nich dodawał mi wsparcia i otuchy, u wszystkich mogłem liczyć na zrozumienie, a teraz wszyscy
przeszliśmy nad tym do porządku dziennego.

W pewnym momencie poczułem, że jednak o czymś zapomniałem. O Kościele. Dlaczego mnie nie
akceptuje? Dlaczego tak źle się wypowiada o ludziach homoseksualnych? Dlaczego Jezus nic o nich
nie wspomniał? Znów zaprowadziłem swe myśli przed oblicze Boga. Prosiłem Go o wyjaśnienie tych
spraw, o odpowiedzi na te pytania. Bóg tym razem poszedł po mojej myśli. Postawił przede mną
wspaniałego duchownego. Uczył mnie religii w liceum, zdążyłem już go poznać, więc zdecydowałem
się do niego napisać. I dobrze zrobiłem. Dzięki niemu zrozumiałem i nabrałem pewności, że Bóg mnie
kocha, że stworzył mnie z miłości, że jeszcze przed moim narodzeniem mnie ukochał i takiego na tym
świecie chciał! To on pokazał mi Wiarę i Tęczę, a co za tym idzie, możliwość wiary w to, że zmiana w
Kościele jest możliwa.

Być może moje świadectwo na tle pozostałych wypada w zbyt jaskrawych kolorach, albo trąci
tandetą, ale chciałem przez nie powiedzieć Wam, którzy to czytacie, byście nie tracili wiary i byście
mocno wierzyli, poczuli, że Bóg Was kocha, ale przede wszystkim słucha!

Michał, optymista

Świadectwo Mateusza

opublikowane: 7 paź 2012, 02:58 przez Wiara i Tęcza

Witam,
na imię mam Mateusz, mam 26 lat, pochodzę z Krakowa i jestem gejem.
Moi rodzice wychowali mnie w wierze katolickiej, od razu po Drugiej
Komunii Świętej zostałem ministrantem, podobnie jak mój starszy o trzy
lata brat, a z czasem też lektorem. Bardzo dobrze czułem się w tej
wspólnocie, często uczęszczałem do kościoła, praktycznie na każde
wyjazdy rekolekcyjne jeździłem, poznałem tam wiele wartościowych osób
i z niektórymi do dnia dzisiejszego utrzymuje kontakt.

Jeśli chodzi o relacje rodzinne to z moja mamą ja jak i brat mieliśmy
bardzo dobry kontakt, z tatą natomiast było trochę inaczej, wiecznie
zapracowany, często dochodziło do sprzeczek gdzie Jego zdanie zawsze
musiało się liczyć nieważne czy miał racje . Osobą całkowicie
szczęśliwą czułem się aż do momentu wieku dojrzewania. Od tego czasu
zauważyłem, że atrakcyjni są dla mnie bardziej chłopcy.  Uważałem to
za coś dziwnego, ale starałem się tym za bardzo nie przejmować,
ponieważ uznałem że z czasem to minie i tak też żyłem z tą
świadomością przez kilka lat. Oczywiście moje odczucia homoseksualne
trzymałem w tajemnicy.

Na początku 2004 roku wszystko gwałtownie się zmieniło, miałem wtedy
niecałe 18 lat, zmarła nagle moja mama dostając wylewu. Nikt się nie
spodziewał bo nie miała żadnych wcześniej objawów. Był to dla całej
rodziny olbrzymi szok. Dopiero następnego dnia dotarło do mnie co tak
naprawdę się stało, była to dla mnie najbliższa osoba, najbardziej
mnie rozumiała i wspierała. Po paru miesiącach zacząłem się coraz
bardziej niepokoić  o tatę, prawie każdego dnia rozpaczał i nie
mogliśmy go z bratem w żaden sposób pocieszyć. Mówił wielokrotnie, że
teraz nadzieja we mnie i w moim bracie, ponieważ jesteśmy już w takim
wieku, że musimy myśleć pomału o drugiej połówce i założeniu swoich
rodzin, żeby mógł bawić wnuki. Uznałem że ma racje że to taka już
kolej rzeczy i czas. W niedługim czasie poznałem wiele nowych
dziewczyn, z kilkoma byłem w związku. Nie trwały one długo, zawsze się
kończyły z mojego powodu bo nie czułem się w nich dobrze . Spotykając
się z dziewczyną często rozmyślałem o mężczyznach. Bolało mnie, że
układam sobie w taki sposób swoje życie, niezgodnie ze swoimi
pragnieniami ale uważałem zawsze za właściwe to co mnie rodzina i
kościół nauczał. Czułem się gorszy od większości, widząc SZCZEŚLIWIE
idącego chłopaka z dziewczyną za rękę. Ale wydawało mi się nadal że
nie poznałem jeszcze właściwej dziewczyny bo tak mi też zresztą
rodzina mówiła.

Po jakimś czasie często byłem smutny, zaniepokojony i zacząłem miewać
objawy lękowe. Powiedziałem to tacie ale On uważał że nie trzeba się
przejmować bo wiele ludzi ma takie objawy i to normalne. Za około rok
wybrałem się z przyjaciółmi na wakacje na Słowacje, niestety w połowie
pobytu musieli mnie przywieźć do domu bo nasiliły mi się objawy.
Trafiłem następnie do lekarza, jak się okazało miałem nasilone objawy
depresyjno-lękowe, dostałem lekarstwa. Po dłuższym zażywaniu i próbach
odstawienia lekarstw objawy jednak szybko wracały. Lekarz uznał że
musze iść na terapie psychologiczna. Tak też zrobiłem bo uważałem że
to jedyny sposób na powrót do dawnego stanu. Zacząłem mieć wizyty z
panią psycholog, zapisano mnie też na terapie grupową. Dopiero po
kilku miesiącach zacząłem ujawniać osobom na terapii o moich
odczuciach homoseksualnych, były to pierwsze osoby które się o tym
dowiedziały.

Spowodowane to u mnie było, zresztą jak u większości osób
homoseksualnych, strachem przed niezrozumieniem i reakcją otoczenia.
Jak się okazało wszyscy mnie zrozumieli, współczuli i dziwili się jak
wytrzymałem żyjąc tyle w kłamstwie, niezgodnie ze swoimi uczuciami. Od
tego momentu zaczął się przełom w moim życiu, zrozumiałem że się musze
zmienić. Zaakceptowałem siebie jako geja, choć ten proces nie był taki
krótki bo przez większość życia starałem zmienić swoje myślenie na
hetero. Dużym strachem i wysiłkiem powiedziałem o sobie moim znajomych
a później rodzinie, najtrudniej było tacie bo bałem się odrzucenia.
Większość mnie zaakceptowała, niektórzy po jakimś czasie.

Od momentu akceptacji siebie i mnie przez innych w bliskim otoczeniu,
wszystkie objawy zaczęły stopniowo zanikać , zacząłem z bliskimi w
końcu swobodnie rozmawiać na tematy mojej orientacji. Liczę, że kiedyś
w końcu znajdę życiowego partnera i ułożę sobie z nim życie. Problemem
nie było to, że jestem  gejem, tylko że u siebie tego nie akceptowałem
i bałem się ujawnić. Teraz już wiem że będę układał sobie życie
kierując się swoimi odczuciami a kościół mam nadzieje że zmieni zdanie
odnośnie homoseksualizmu podobnie jak z innymi sprawami z jakimi były
sprzeczności na przestrzeni dziejów. Zastanawiałem się długo czy
napisać e-maila ale postanowiłem bo popieram działalność WiT i jestem
za zamianą złego postrzegania związków homoseksualnych przez kościół
katolicki i większość społeczeństwa.

Pozdrawiam

Mateusz

Świadectwo Kingi

opublikowane: 16 sie 2012, 13:51 przez Wiara i Tęcza   [ zaktualizowane 16 sie 2012, 14:00 ]

Moi rodzice wychowali mnie w wierze katolickiej.To bardzo dobrzy ludzie.Wpajali mi pewne zasady moralne.Zwłaszcza moja mama zawsze była pełna empatii,głęboko wierząca,dobra.Była ona dla mnie takim symbolem tego czym jest wiara.

Pamietam,że Kościół zawsze budził we mnie respekt.Tata do dzisiaj opowiada historię jak byłam mała i zaliczyłam 2 msze pod rząd bo nie chciałam iść do domu.Było mi tam dobrze,bezpiecznie.Lubiłam emocje jakie dawała mi wiara.Ta świadomość,że jest jakaś siła wyższa,bezgranicznie dobra,taki Wielki Tata.Uwielbiałam kazania.Zawsze coś wynosiłam z nich dla siebie.Tak było jak byłam mała.Zaczęłam jednak dorastać.

W miarę dojrzewania oddalałam się od tego czym był dla mnie kościół jako małego dziecka.Kościół zaczęli dla mnie tworzyć ludzie.Już mi się tak bardzo to wtedy nie podobało.Zaczęłam byc trochę inna od rówieśników.Wytykano mnie często palcami.W kościele czułam się obserwowana.To mnie od niego oddaliło co było bardzo bolesne i widzę to wyraźnie z dzisiejszej perspektywy.

Dlaczego zaczęłam myśleć,że jestem zła?Podobali mi się chłopcy no i ja również byłam chłopcem na zewnatrz.Przecież to złe bo powinnam interesować się dziewczynami.Poczucie winy.Poczucie odrzucenia.Wewnętrzny konflikt pomiędzy umiłowaniem dobra,umiłowaniem Boga a odczuciem inności.Czy zostanę potępiona?Dlaczego ludzie mnie osądzają?Ludzie,którzy tak samo Ciebie miłują,Panie?Jak będzie wyglądać moje zycie?Pożądanie jest złe.Masturbacja jest zła.Moja wina moja wina moja wina.Pokazałam wszystkim środkowy palec i zatrzasnęłam za sobą drzwi Kośćioła.

Co mi dawało siłę?Dlaczego z wielu opresji wciąz wychodziłam cało?Dlaczego działy się rzeczy niemożliwe?Teraz odpowiedź jest dla mnie jasna jednak nie zawsze tak było.W trudnych chwilach czułam Twoją obecność,zwracałam się do Ciebie.Czułam,że nie jestem nigdy sama.Pytania jednak ciągle się mnożyły.Co jest dobre a co złe?Dlaczego nie mogę poskładać swojego emocjonalnego świata?Dlaczego tak boli?Czy zasady i reguły jakie "oni" głoszą to jest to co TY głosisz?Jak sie odnaleźć w tym chaosie?Gdzie jest prawda?

Jak patrzę w przeszłośc widzę wyraźnie,że wiele rzeczy działo się "samo".Byłam otępiała,zagubiona ale jednak trwałam.Jakby ktoś mnie podtrzymywał,ochraniał.Jak mogłam być aż tak zaślepiona?Czułam silne poczucie grzechu,poczucie winy.Widziałam Ciebie we wrogich spojrzeniach ale to nie byłeś TY.Kolejne elementy układanki same wędrowały w moje ręce.Byłeś kwiatem w moim sercu dającym siłę,dającym pieśń na ustach.Wiem,że to przez Ciebie jestem i dla Ciebie jestem.Jesteś wszystkim.

W bardzo młodym wieku zadawałam sobie bardzo poważne pytania.Odpowiedzi wydawały mi się nie istnieć.Kolejne ruchy w moim życiu wydawały się być jakby po omacku.Teraz wiem,że takie nie były.Każdą próbę przechodziłam.Wybaczałeś i dalej mi pomagałeś.Zdecydowałam zmienić swoje ciało.Byłam w strasznych rozterkach.Czy mam prawo?Przecież to Ty mnie taką stworzyłeś?Duchowni mówią,że nie mam prawa.Okaleczyłam swoje ciało by dac wyraz temu kim jestem.Dopasowałam powłokę do duszy.Czy miałam prawo?Czy mam prawo w Ciebie wierzyć?Jak śmiem?!Wędrowałam psychicznie po mroźnych biegunach ogrzewając się Twoim światłem.Nie wiedziałam gdzie ta ścieżka mnie zaprowadzi.Często wątpiłam.Ty zawsze stałeś za mną murem.

Potykałam się tyle razy.Potem próbowałam 2 razy popełnić samobójstwo.Najgorsze co może być.Nie pozwoliłeś mi odejść.Cudem trwałam.Budziłam się by przywitać świat na nowo.Narodziłam się ponownie w bólach.Powodowałam ból u najbliższych.Sprawiłeś,że to wszystko zrozumiałam i boleśnie zaakceptowałam.Moje życie jest Twoim świadectwem.Świadectwem Twojego miłosierdzia.Wybaczyłeś mi wszystko i cała posiniaczona padałam na kolana abyś pomógł mi dalej dobrze żyć,abym zrozumiała po co ten cały ból,ból mój i innych.Każde życie jest Twoje.Twoje są wszystkie wyroki.

Czuję,że w końcu zaczynam wracać do Ciebie na dobre.Prowadzisz mnie do siebie ciągle i nigdy nie dowiem się jak długa będzie ta droga.Ta droga jest cudem.Prowadzisz każdego z nas.Dajesz nam prawo wyboru,wolność bo wiesz,że cel jest zawsze ten sam.Nic nie rozumiem.Ja czuję.Wiem,że jestem Twoja.Taka jaka jestem powracam i ogrzewam się w słońcu.Ogrzewam się w Tobie.Poddaję się życiu i kocham z całych sił.Po to warto zyć.Zdarza się,że wątpię.Jestem transseksualistką.Jestem człowiekiem.Jestem duszą.Wiem,że zawsze przy mnie byłeś,jesteś i będziesz.Wierzę.Wierzę z całych sił. 

Świadectwo Michała, ucznia technikum

opublikowane: 6 mar 2012, 15:20 przez Wiara i Tęcza

„It’s my life”

Dzisiaj w mojej klasie na lekcji religii został poruszony temat homoseksualizmu. Nie było to zagadnienie na całą lekcje, lecz dotyczyło przykazania "Czcij ojca swego i matkę swoją". Miało to większy sens dlatego że mówiliśmy o rodzinie i o wzajemnym szacunku dla ludzi. Jeden chłopak w klasie który jest homo-fobem zapytał się a co z rodzinami homoseksualnymi. Na to katecheta powiedział, że nie ma mowy by osoby tej samej płci żyjące razem mogły stanowić rodzinę. Jedna dziewczyna broniła nas gejów i lesbijki i mówiła, że gej to świetny przyjaciel kobiety bo można z nim porozmawiać o facetach heh. Ale chciałbym by ten post był bardziej poważny więc przejdę do najważniejszej kwestii. Ja jako młody chłopak który jest gejem nie chciałem publicznie się ujawniać, starałem się bronić naszej małej społeczności. Broniłem nas mówiąc, przecież każdy ma prawo by kochać, oraz pytaniem czy wie Pan (mówiąc do katechety), że w świecie zwierząt też zdarzają się zachowania homoseksualne. Kolega wspomniany wyżej homo-fob powiedział, że nas powinno się eliminować, a katecheta powiedział tylko do niego żartobliwie "uważaj bo za obrażanie gejów można dostać dwa lata". Chciałbym też wspomnieć, że w mojej klasie jest jeden chłopak który tak samo jak ja jest gejem (co powiedział mi osobiście) lub jak niektórzy plotkują jest biseksualny. Nie uczestniczył on jednak w tej lekcji. Ta lekcja dość mocno we mnie uderzyła i czułem się strasznie zmieszany. Nie wiem jak reagować i co mówić gdy obrażają NAS ale też MNIE jako chłopaka który się ukrywa w klasie”

                Tytuł artykułu zaczerpnąłem z mojej ulubionej piosenki „It’s my life” czyli po prostu „To moje życie”. Chcielibyśmy wszyscy aby nasza społeczność LGBT mogła iść odważnie przez życie, nie bojąc się wyśmiewania czy homofobii. Śpiewając w domu tą piosenkę osobiście staję się pewny siebie. Niestety, tylko w domu. Wychodząc na szare ulice miasta, jadąc BUS-em do szkoły czy już siedząc w klasie czekając na lekcje nie mam tej pewności. Tą pewność zabiera mi wiele czynników. Np. poglądy ludzi na temat homoseksualności gdzie niejednokrotnie ludzie opierają się tylko i wyłącznie na stereotypach geja.

                O mnie w klasie wiedzą. Nie żebym się jakoś specjalnie obnosił z tym, po prostu kiedyś powiedziałem jednej koleżance, później powiedziałem drugiej koleżance i  jakoś tak samo się to potoczyło. Właśnie po wspomnianej wyżej lekcji religii byłem rozbity. Wyśmiewały się ze mnie dwie dziewczyny. Kolega homo-fob dziwnie się na mnie patrzył ale powiedział, że to moja sprawa. Bałem się, że po szkole oberwę od niego, na szczęście chyba była między nami jakaś solidarność, taka „klasowa”. Większość klasy „wisi” to czy jestem pedałem czy nie. Po prostu mają swoje życie. Nadal utrzymuje ciepłe kontakty z paroma dziewczynami z klasy i jakoś nie zmieniło się nic w naszych stosunkach. Można opisać to po prostu tym, że miałem fart.

                Dla wszystkich młodych gejów i lesbijek takie „orędzie”. Jeśli nie trzeba nie ujawniajcie się. Nigdy nie wiadomo na jakich ludzi traficie i czy twój najlepszy kumpel czy kumpela to zrozumie i zaakceptuje. Zacznij od rodziny. Ja od mojej pomimo szoku jakiego doznali dowiadując się o mojej orientacji mam ogromne wsparcie i ich miłość. Ale zanim podejmiecie ten krok niech minie trochę czasu. W tym okresie po prostu rozmawiajcie dużo ze swoimi rodzicami. Poruszajcie delikatnie temat homoseksualności, byście mogli wyczuć ich zdanie i nastawienie. Jeśli rodzic kocha to zrozumie i zaakceptuje.

                Jeśli czytasz ten artykuł a jesteś w gimnazjum czy liceum napisz do nas. Jako „Wiara i Tęcza” pomożemy Ci przejść przez te wszystkie trudy. Razem z osobami takimi jak Ty i Jezusem Chrystusem poradzimy sobie ze wszystkim.

                Teraz wypada mi chyba tylko napisać „Amen”

Michał, uczeń technikum

Świadectwo Ani

opublikowane: 24 lut 2012, 11:33 przez Wiara i Tęcza

Moja historia pogodzenia wiary z orientacją homoseksualną odbyła się dość łagodnie. Mam
to szczęście, że jak dotąd nikt nie próbował mnie leczyć z mojej orientacji, nikt też nie faszerował
mnie lekami czy nie poddawał hipnozie. Cały „proces” godzenia jednego z drugim odbył się we
mnie jeszcze zanim dokonałam coming outu. Odkrywając się przed najbliższymi miałam już jasno
sprecyzowaną kwestię mojej orientacji i wiary w Boga. Dlatego też nie poddałam się mówieniu,
o tym, że zostanę potępiona, że jak w związku z tym wszystkim mogę w ogóle chodzić do Kościoła…

Jeszcze przed dokonaniem coming outu, gdy byłam już pewna na 100%, że to COŚ- to, że podobają
mi się kobiety, że inaczej czuje się w towarzystwie niektórych z nich itp.- to właśnie homoseksualizm,
zaczęłam zastanawiać się jak ma się to do mojej wiary. Początkowo pojawił się we mnie strach.
Czułam się inna, odmienna, niepasująca do rodziny. Na rodzinnych zjazdach, z okazji czyichś imienin
bądź świąt, czułam się przynależna do tych ludzi, ale jednocześnie jakoś „poza”, nie pasująca
i odległa. Zastanawiałam się jak mam sobie to wyobrażać za kilkanaście lat- mój brat i kuzyni, przy
tym samym stole, już z rodziną, z dziećmi- a ja? Sama bądź z jakąś kobietą. Inna. Może akceptowana,
lecz zawsze z tym elementem, który dziwnie nie pasuje, gryzie jak metka w koszuli… Wtedy też
zaczęłam myśleć o tym wszystkim w kontekście wiary. Jak będę mogła spędzać z najbliższymi święta
mając przy swoim boku kobietę- przecież słyszy się tu i ówdzie (również w samym Kościele),
że to grzech, czyn niedopuszczalny, że katolik tak nie robi… Czy w związku z tym będę w ogóle
miała prawo mówić o Bogu? Bo w końcu co ja, grzesznica, mogę o nim w takim razie wiedzieć?
W tym wszystkim nie bałam się samego Boga, wiedziałam, że jego mądrość jest o wiele większa
niż ludzkie umysły, że nie jest ograniczona stereotypami i uprzedzeniami. Dziś, myśląc o tym
wszystkim dochodzę do wniosku, że chyba bardziej bałam się odrzucenia przez najbliższych. Tego
niedopasowania. Należę bowiem do osób, które bardzo cenią sobie rodzinne ciepło, i którym na tym
cieple zależy. Cała moja rodzina jest zresztą raczej zżyta ze sobą. I może nie jest w tym idealna tak
totalnie, ale zawsze stara trzymać się razem. Dlatego też, jako że kontekst wiary i religii jest bardzo
silnym, jeżeli chodzi o ocenę jakiej poddają nas (osoby homoseksualne) inni, bałam się, że rodzina
uzna mnie za wielką grzesznicę, za tą, która łamie jakieś zasady, robi źle i choćby nie wiem co- będzie
tą najgorszą…

Takie rozmyślania przychodziły do mnie przez pewien okres dość intensywnie. Często to wszystko
kończyło się ukrywanymi w poduszkę łzami. I to ciągłe poczucie inności, jakiegoś bycia obok,
samotnie i w niezrozumieniu. To wszystko działo się jeszcze przed coming outem, a więc również
przed tym zanim moi najbliżsi mieliby okazję cokolwiek zrozumieć bądź odrzucić. Ja jednak już wtedy
czułam się inna.

Wtedy też, pewnego dnia, dotarło do mnie, że nikt nie jest do końca samotny, że ludzie wierzący
w Boga maja to szczęście, że nawet w godzinach największej samotności, oddając się Bogu, znajdują
w Nim ukojenie. Zaczęłam się dużo modlić i rozmawiać z Bogiem. Jestem bowiem człowiekiem, który
wierzy, że Bóg nie jest surowym sędzią siedzącym wysoko na tronie, do którego zwykły człowiek nie
może się „dostać” ze swoimi troskami. Zawsze uważałam Go za przyjaciela, takiego, z którym można
iść na kawę. Moje rozmowy z Nim, prócz normalnej modlitwy, zawsze były też rozmową
z przyjacielem. To kolejne szczęście jakiego doznają osoby wierzące, że swojego Przyjaciela mają
zawsze obok, gdziekolwiek by się nie znalazły…

Doszłam do wniosku, że najważniejszym elementem wiary, jaki Jezus Chrystus chciał przekazać
podczas całego swego pobytu na ziemi, nam ludziom, jest miłość. „Tylko” tyle… po prostu miłość.

Bez naszego ludzkiego doszukiwania, analizy, prób zamknięcia w jakimś schemacie, ujęcia w jakiejś
definicji. Zwykła, prosta miłość… Pojęłam, że każda miłość, gdy tylko nie sprawia krzywdy drugiej
osobie (np. gwałt czy pedofilia), podoba się Bogu. On widzi więcej niż ludzie, patrzy na nas jako
na całokształt tego, jacy jesteśmy. Każdy z nas, bez względu na to kogo kocha, może być przyjacielem
Boga. Nie wydaje mi się, że w dniu ostatecznym, Bóg powie „Homo na prawo, hetero na lewo,
homo minus 5 punktów, hetero plus 5”. Nie na tym rzecz polega, tak mi się wydaje. Wiara w Boga
objawia się przede wszystkim w naszym codziennym życiu, nie w ilości odmawianych modlitw czy
przeczytanych książek o tematyce religijnej. Tego próbował nauczyć nas Jezus- pojęłam to i wiem,
że Bóg mnie nie potępia. Chciałabym by tego zrozumienia było coraz więcej również w Kościele
Katolickim...

Moja najbliższa rodzina i znajomi wiedzą o mnie. Kwestia religii była poruszana w moim domu.
Przekazałam najbliższym swój punkt widzenia, nie wiem czy rozumieją to tak, jak ja to rozumiem.
Pewnie nie, jednak nie potępiają mnie, nikt nie wyrzucił mnie z domu i nie kazał iść się leczyć. To dla
mnie bardzo ważne. Wciąż jednak dostrzegam jak ważna i potrzebna jest rzetelna edukacja. Należy
modlić się o zrozumienie, w modlitwie jest siła

     Ania

Świadectwo Kazimierza

opublikowane: 5 gru 2011, 07:57 przez Wiara i Tęcza

Kazimierz: Staram się wyczuć spowiedników

W innych czasach dorastałem. Już w szkole interesowałem się kolegami. I to mnie denerwowało. Wyznałem to spowiednikowi. Ostrzegł mnie, żebym uważał, bo sodomia - tak powiedział - to najgorsze, co może być. Po jego sugestii zgłosiłem się do seksuologa. To było kilkadziesiąt lat temu. Miałem może 18 lat. Seksuolog pokazywał mi obrazki roznegliżowanej kobiety. Inny wprowadził mnie w hipnozę. Po tych seansach czułem się jeszcze gorzej, miałem nawet samobójcze myśli. Nic z tego leczenia nie wyszło. A trwało lata. Kolejni lekarze, kolejne kliniki. A później przyszedł postęp w nauce i okazało się, że homoseksualizmu w ogóle się nie leczy, bo nie jest chorobą.

I teraz jedyna sprawa, jaka mi została, to pogodzić moją orientację z wiarą. Najbardziej boję się spowiedzi. Staram się wyczuć spowiedników, co mogę powiedzieć, a co nie. W ogóle mówię krótko, raczej nie poruszam tych spraw. Rzadziej też się spowiadam. Ale według mnie w Piśmie Świętym nie ma potępienia homoseksualizmu. Jest potępienie rozwiązłości. W Biblii jest też napisane: "Komu odpuścicie, będzie odpuszczone. Komu zatrzymacie, będzie zatrzymane". To jedna z podstawowych rzeczy, które mam na względzie, idąc do spowiedzi. Kapłan reprezentuje Chrystusa - jeżeli odpuści mi, to dobrze.


źródło:
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,10753156,Kiedys_modlilem_sie__zeby_nie_byc_gejem.html?as=1

Świadectwo Maksa

opublikowane: 5 gru 2011, 07:52 przez Wiara i Tęcza   [ zaktualizowane 5 gru 2011, 07:53 ]

Maks: Chciałem żyć w związku

Działałem w ruchu Światło - Życie. Początkowo odrzucałem swoją seksualność. Myślałem, że to minie. Ale miałem 16-17 lat i nie mijało. Poszedłem do spowiedzi indywidualnej. Ksiądz powiedział, że to, co czuję, może wynikać z mojego wychowania, z trudnej sytuacji rodzinnej. Zalecił szukać specjalisty. Znalazłem. Podjąłem terapię w celu reorientacji. Tak to się nazywa. W grupie terapeutycznej byłem przez dwa lata. Modliłem się, żeby nie być gejem. Mówiono mi, że jeżeli reorientacja się nie uda, to żeby być prawym chrześcijaninem, będę musiał żyć w czystości.

W międzyczasie przeprowadziłem się do Warszawy na studia. Zamieszkałem w akademiku. Poznałem parę gejów, którzy byli z sobą już od dziesięciu lat. I kiedy zobaczyłem, że są szczęśliwi, że między nimi jest coś więcej niż tylko łóżko, to cała terapia, cała ta reorientacja legła w gruzach. Zrezygnowałem z grupy. Czułem, że chcę żyć w związku. Potrzeba znalezienia kogoś bliskiego była najważniejsza. A kiedy już taką osobę znalazłem, wróciłem do chrześcijaństwa. Szukałem odpowiedzi na pytanie, czy mogę pogodzić moją orientację z religią.

Jestem w Kościele katolickim, ale nie utożsamiam się z nim. Narzucanie osobom homoseksualnym wyzbycia się seksualności uważam za wielki błąd Kościoła. Mój katolicyzm jest w zawieszeniu, ale chrześcijaństwo z całą pewnością nie.

źródło:
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,10753156,Kiedys_modlilem_sie__zeby_nie_byc_gejem.html?as=1

Świadectwo Karola

opublikowane: 5 gru 2011, 07:46 przez Wiara i Tęcza

Karol: Czuję potrzebę celibatu

Byłem ministrantem, prawie kościelnym. Działałem w oazach, scholach. Kiedy uświadomiłem sobie, że jestem gejem, przeżyłem bunt. Nie tylko przeciwko Kościołowi katolickiemu, ale ogólnie przeciwko nauce chrześcijańskiej. Wydawało mi się, że inne Kościoły mają podobny stosunek do homoseksualizmu jak katolicy. A księża katoliccy - miałem wrażenie - żyją w innym świecie. Dla większości ważne jest, że św. Paweł napisał, iż mężczyźni sypiający z mężczyznami nie odziedziczą Królestwa Bożego. I koniec. Nie ma o czym dyskutować.

Zacząłem się interesować tym tematem. Pytałem w cerkwi. Tam też jest tradycjonalistyczne spojrzenie na te sprawy. Ale tu więcej zależy od człowieka. Jest więcej miejsca na dialog. Rozmawiałem z przedstawicielami Kościołów protestanckich. I o ile na świecie takie Kościoły otwierają się na związki homoseksualne, niektóre nawet błogosławią je, o tyle w Polsce jeszcze nam do tego daleko. Duchowni protestanccy boją się rozłamu.
Dowiedziałem się, że jest coś takiego jak teologia starokatolicka. Spotkałem się z księdzem jednego z Kościołów Ekumenicznej Wspólnoty Katolickiej. Obowiązuje w niej zakaz dyskryminacji z jakiegokolwiek powodu. Każdy człowiek, też gej, ma prawo uczestniczyć w pełnym życiu wspólnoty. Przystąpiłem do niej. Nie chodzi tylko o moją orientację. Odpowiada mi podejście liberalnych starokatolików do współczesnego świata. Na przykład bezżeństwo nie może być narzucone z góry. Ja chciałbym zachować celibat. Czuję taką potrzebę.

źródło:
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,10753156,Kiedys_modlilem_sie__zeby_nie_byc_gejem.html?as=1

Świadectwo Agnieszki

opublikowane: 5 gru 2011, 07:37 przez Wiara i Tęcza

Agnieszka: Zrodził się we mnie spokój

Przez wiele lat działałam w grupie związanej z Odnową w Duchu Świętym. Przeżywałam dramat. Liczyłam na cudowne uzdrowienie. Czekałam na tego właściwego mężczyznę. Myślałam o wspólnocie zakonnej, o życiu w samotności. Ale to nie było moje powołanie. W końcu odważyłam się - związałam się z dziewczyną. I automatycznie zerwałam z Kościołem, przez lata nie czułam się jego częścią. Aż w pewnym momencie potrzeba bycia z Bogiem stała się silniejsza. Sama sobie powiedziałam, że nie mogę odwrócić się od Kościoła.

Wierzę głęboko, że Bóg nie chce, żebym zrezygnowała z relacji z Nim. Moja orientacja to nie jest jakiś wyskok, coś, co można zmienić lub poskromić. To przecież nie są tylko akty seksualne, ale też kwestia psychiki. Decydując się na abstynencję seksualną - jak chce tego Kościół katolicki - spłaszczyłabym moje życie emocjonalne. Zresztą wydaje mi się to schizofreniczne.

Wcześniej czułam złość, bunt. Kiedy odkryłam w swoim sumieniu, że to, że jestem lesbijką, nie jest dla Boga problemem, zrodził się we mnie spokój. Już wiem, że nie muszę walczyć z całym światem, z Kościołem.

Ważne, żebyśmy sami, w środku, dojrzewali do tego, kim jesteśmy. I po to jest ta grupa. Bo jeżeli wiem, że jest jedna, druga, trzecia osoba, która czuje się podobnie jak ja, utwierdzam się w przekonaniu, że moje myślenie nie jest odosobnione. I uznaję, że - jeżeli chodzi o podejście do osób homoseksualnych - to Kościół katolicki się myli. Opiera się na literalnym i oderwanym od kontekstu historycznego tłumaczeniu Biblii, a przecież, jeżeli chodzi np. o niewolnictwo czy prawa kobiet, od takiego interpretowania odszedł.

żródło http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,10753156,Kiedys_modlilem_sie__zeby_nie_byc_gejem.html?as=1

1-10 of 16