Świadectwa‎ > ‎

Świadectwo Michała optymisty

opublikowane: 11 sty 2013, 14:28 przez Wiara i Tęcza
Bardziej optymistycznie

Mam 6 lat i moją pierwszą dziewczynę. Wysoka, piękna, niebieskooka blondynka. Bawimy się
u niej w domu, mieszka niedaleko, bo naprzeciwko mojej szeregówki. Wszystko byłoby pięknie,
idealnie, gdyby nie fakt, że oboje z wypiekami na twarzy bawimy się lalkami, w dom. Potem
wychodzimy na pole (czy na dwór, nieważne, nie kłóćmy się) i razem z jej koleżankami gramy w gumę
i skaczemy na skakance, podczas gdy inni chłopcy ostro grają w ‘gałę’.

Tak było odkąd pamiętam. Przez całą podstawówkę, gimnazjum, byłem otoczony przez wianuszek
dziewczyn, tyle że wszystkie z nich były moimi koleżankami, z czasem przyjaciółkami. Przezwiska
typu ‘baba’ były na porządku dziennym, ale to nie o tym. Fakt, że jestem homoseksualny zacząłem
odkrywać dość wcześnie, bo w okolicach 5 klasy szkoły podstawowej. Zafascynował mnie mój kolega.
Nie przejąłem się tym wtedy, nie poświęcałem tej myśli uwagi, po prostu mi się podobał i tyle. W
gimnazjum doszedł autoerotyzm i wtedy zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że coś jest ‘nie tak’.
W końcu wiedziałem: jestem gejem i społecznie nie jest to dobrze widziane. Zacząłem modlić się do
Boga bezpośrednio prosząc o to, by wziął ‘to’ ode mnie, by sprawił bym był normalny. Bóg zdawał się
być niewzruszony na te prośby. Już wtedy pomyślałem: skoro tak jest, skoro proszę cię najsilniej jak
mogę, a nadal ‘to’ mam, oznacza to, że takiego mnie właśnie stworzyłeś i takiego mnie kochasz.

Wtedy przyszło liceum i związane z tym faktem nadzieje: tam na pewno poznam mojego pierwszego
chłopaka! Owszem, tak się zdarzyło, chłopak był, ale spoza liceum, poznany na portalu. Wtedy też
nadarzyła się okazja, by powiedzieć o sobie mamie. Powiedziałem. Nie była zachwycona, była wręcz
zrozpaczona. Po paru miesiącach różnych dyskusji, działań, mama postanowiła nie rozmawiać o tym
ze mną, nie chciała bym o tym wspominał. Lecz mimo wszystko zawsze podkreślała to, że bardzo
mnie kocha, przecież nie mogło być inaczej, jestem jej synem.

Los, Bóg, życie, czy cokolwiek innego sprawiło, że trafiłem w swoim krótkim dotychczas życiu na
wspaniałych ludzi. Coraz więcej przyjaciół dowiadywało się o mnie. I za każdym razem czułem
się jeszcze bardziej podniesiony na duchu niż wcześniej. Każdy z nich zaakceptował mnie, każdy
z nich dodawał mi wsparcia i otuchy, u wszystkich mogłem liczyć na zrozumienie, a teraz wszyscy
przeszliśmy nad tym do porządku dziennego.

W pewnym momencie poczułem, że jednak o czymś zapomniałem. O Kościele. Dlaczego mnie nie
akceptuje? Dlaczego tak źle się wypowiada o ludziach homoseksualnych? Dlaczego Jezus nic o nich
nie wspomniał? Znów zaprowadziłem swe myśli przed oblicze Boga. Prosiłem Go o wyjaśnienie tych
spraw, o odpowiedzi na te pytania. Bóg tym razem poszedł po mojej myśli. Postawił przede mną
wspaniałego duchownego. Uczył mnie religii w liceum, zdążyłem już go poznać, więc zdecydowałem
się do niego napisać. I dobrze zrobiłem. Dzięki niemu zrozumiałem i nabrałem pewności, że Bóg mnie
kocha, że stworzył mnie z miłości, że jeszcze przed moim narodzeniem mnie ukochał i takiego na tym
świecie chciał! To on pokazał mi Wiarę i Tęczę, a co za tym idzie, możliwość wiary w to, że zmiana w
Kościele jest możliwa.

Być może moje świadectwo na tle pozostałych wypada w zbyt jaskrawych kolorach, albo trąci
tandetą, ale chciałem przez nie powiedzieć Wam, którzy to czytacie, byście nie tracili wiary i byście
mocno wierzyli, poczuli, że Bóg Was kocha, ale przede wszystkim słucha!

Michał, optymista
Comments