Świadectwa‎ > ‎

Świadectwo Mikołaja

opublikowane: 17 sty 2013, 11:35 przez Wiara i Tęcza
Postanowiłem napisać świadectwo po słowach kolegi (Michała optymisty), które spowodowały  w jakimś stopniu natchnienie. " Będzie nam miło Cię mieć w swoich szeregach ". 
Nigdy wcześniej nie pisałem czegoś takiego, dlatego nie bardzo wiem od czego zacząć, ale spróbuję zacząć od początku.
Mam jeszcze na imię Ada metrykalnie, a nie metrykalnie nazywam się Mikołaj. Mam prawie 20 lat i mieszkam w niewielkiej miejscowości opodal Krakowa. I tak, jestem wierzącą osobą. Jestem również osobą transseksualną w trakcie leczenia.
Moje początki były niezbyt miłe. Wszystko zaczęło się od tego iż w podstawówce zaczęła pociągać mnie moja wychowawczyni, z początku wydawało mi się to normalne i wszystko było dobrze, bo nie zawracałem sobie tym głowy. Ciągłe sny,a w nich ja z wychowawczynią bierzemy ślub, ale ja w smokingu i jako mężczyzna, ale nigdy się do tego nikomu nie przyznawałem. 
W gimnazjum poznałem swoją pierwszą dziewczynę, w której się naprawdę zakochałem,ale w związku zawsze byłem mężczyzną, ale niedługo po naszym rocznym byciu razem ona zerwała ze mną dlatego że powiedziała, że nie chce być "lesbijką", a ja nigdy się tak nie czułem. Zawsze czułem się normalnie. W tych okresach Bóg był dla mnie ważny, ale nigdy go nie czułem, ani nie potrzebowałem. Próbowałem być dziewczynką, dla rodziców żeby ich nie zawieść, ale nie potrafiłem. Czułem się nie sobą i wtedy zacząłem się modlić.
Schody zaczęły się z 2LO. W wakacje poznałem kobietę.. kobietę moich marzeń. Po prostu dzięki niej, nie odbierałem miłości jako sex czy pożądanie, tylko nasz związek opierał się na wzajemnej miłości i wierze w Boga. Ona mnie nawróciła. Dzięki niej i naszym modlitwom zdecydowałem się być trans. Nigdy wcześniej nie myślałem być tak uduchowiony czy wierzący, bo Boga traktowałem jak dobro konieczne, ale zawsze miałem jakieś wątpliwości co do niego. Zacząłem się więcej modlić i czytać. Miałem okresy, że odpychałem dobro dlatego iż bałem się tego, że Bóg mnie potępi czy rodzina nie zaakceptuje. Kiedy dojrzałem w wierze, zaakceptowałem to jaki jestem, moja w tym momencie była dziewczyna zawsze powtarzała mi " Bóg Cię kocha mimo tego jaki jesteś i chce Twojego szczęścia, dlatego nie odpychaj go" I tego nie robiłem. Kiedy wyjechałem na studia, zacząłem chodzić do kościoła i inaczej spoglądać na świat, modliłem się nawet kiedy jechałem tramwajem na uczelnie, a kiedy się pomodliłem zawsze ogarniał mnie taki spokój ducha i chęć do życia mimo tego, że ciężko było mi się podnieść po rozstaniu z tą dziewczyną. W tą niedziele przyznam szczerze, że nie chciało mi się iść do kościoła, ale w ostatniej chwili wysiadłem z tramwaju i poszedłem. Gdybym nie poszedł to naprawdę bym żałował, bo Ojciec powiedział takie słowa na kazaniu " Nie bój się być sobą, nie przejmuj się ludźmi, pozwól się im do Ciebie przyzwyczaić. Nie obawiaj się niczego." i poczułem wtedy jakby te słowa były konkretnie do mnie i teraz wiem i czuję, że wszystko mi się uda,bo Bóg nas kocha i chce byśmy byli szczęśliwi. Teraz naprawdę czuję, że ktoś jest przy mnie i się o mnie troszczy. Czuję jego obecność. 
Chciałbym również podziękować ludziom z WiT którzy otworzyli mi oczy i pozwolili dostrzec piękno wiary oraz akceptacje, której w tym świecie jest teraz niewiele.
Pozdrawiam Mikołaj